Santa Montefiore…Włoskie Zaręczyny…

To kolejna moja propozycja do międzyblogowego kącika czytelniczego…Włoskie Zaręczyny to opowieść o Luce i Cosimie..z tragedią w tle…Cosima to młoda kobieta, która straciła dziecko w przykrych okolicznościach…

„…Przyciskał Cosimę do piersi, za wszelką cenę próbując zapewnić jej chociaż minimum ciepła. Jej oddech dodawał mu sił by iść dalej. Wreszcie dotarł do placu.
-Pomóżcie mi- zawołał.
Alba przedarła się do Luki,gdy ostrożnie kładł Cosimę na ziemi.
-Cosima-krzyknęła-czy ona…
Żyje-odparł Luca z trudem łapiąc oddech-Ale usiłwała się utopić…”
Cosima tak bardzo przeżywała stratę swojego synka, że chciała do niego dołączyć w zaświatach…To piękna i bardzo wzruszająca historia…Jednak Luca swoją determinacją spowodował to,że postanowiła żyć…Akcja książki rozgrywa się na włoskiej prownicji…
Książka kończy się heppyendem…
Reklamy

Krakowskie portale…

Z dużą ciekawością oglądałam krakowskie portale znajdujące się nad drzwiami…

Jedne były proste inne zaś bardzo misternie rzeźbione…Wszystkie bardzo piękne…Kraków przyciąga rzesze turystów…Ja też bardzo często wracam do tego królewskiego miasta…
Wszystkie te portale są unikatowe…mówią wiele o historii Krakowa…
Nad niektórymi z nich znajdziemy ciekawe herby…Moją uwagę przykuł portal z nad kościoła Świętej Barbary…
Jeszcze inny znajdował się nad drzwiami Muzeum Narodowego w Krakowie…

Fiołki z pszczyńskiego parku…

Nad początku parku zauważyłam małą polankę z kwitnącymi fiołkami…Było ich tam całe mnóstwo…

To była prawdziwa fiołkowa polanka…a zapach rozsiewały nie ziemski…ciągnał się za nami bardzo długo…

Ich niebieskie łebki wychylały się za traw…Niebieskie płatki lśniły wśród trawy…

Fiołkowa feria barw…

Magnolie z pszczyńskiego parku…

Wybraliśmy się na wycieczkę…Pogoda była wyśmienita…Celem naszej wyprawy była Pszczyna, a właściwie przylegający do zamku park…

Park przywitał nas pięknie kwitnącymi magnoliami…były wśród nich magnolie gwiaździste…
Na pszczyńskich stawach rozgościły się już kaczki…Magnolie wyglądały jakby obsypane były płatkami śniegu…
Rosły tam też inne magnolie…Mój wzrok przykuły jednak magnolie gwiaździste…może dlatego, że są białe i mają drobne kwiaty…

 Opadające płatki kwiatów magnoli tworzyły na wodzie biały kobierzec…

Alejkami doszliśmy przed zamek pszczyński…

Stojąc przy jednym ze stawów widziałam odbijający się cień zamkowy…

Miniatura moskiewskiej cerkwii…

W inwałdzkim parku znajdziemy różne miniatury…jedną z nich jest miniatura moskiewskiej cerkwii…
Staliśmy i patrzyliśmy na tą piękną cerkiew…Być może nigdy nie odwiedzimy Moskwy, taka miniatura jest namiastką jej zabytków…

Cerkiew,  stoi w Moskwie powstała w XVI wieku…nosi wezwanie Wasyla Błogosławionego…nawet w miniaturze przyciąga wzrok…

To piękna miniatura…

Zawilcowa łąka…

Będąc w niedaleko łomnickiego pałacu płynie rzeka Bóbr…na jej brzegach zauważyłam mnóstwo zawilcy…

Zdziwiła mnie ta zawilcowa łąka…Przecież te kwiaty można spotkać tylko w lesie…a tu miła niespodzianka rosły sobie nad brzegiem rzeki…
Gdzie się nie obejrzałam kwitły zawilce…

Zawilce należą do rodziny jaskrowatych…Występują praktycznie na całym świecie…Jest np. zawilec gajowy… Ten który ja spotkałam nad brzegiem rzeki Bóbr jest zwany pospolitym…

To piękne rośliny…Biały kobierzec zawilcy…

Pałac w Łomnicy…

Pierwszym widniejącym w dokumentach właścicielem łomnickich dóbr jest rodzina von Zedlitz…Jednak już w XVII wieku dobra te należą do rodu Tomagnini…Łomnicę nazywano śląskim centrum produkcji lnu…

W 1835 roku Łomnica zostaje kupiona przez Carla Ernesta Gustawa von Kuster…jako siedziba rodowa…Rodzina żyła w Łomnicy do 1945 roku…

Dziś pałac w Łomnicy jest znowu w rękach rodu Kuster…Rodzina odkupiła pałac w całkowitej ruinie…To co dziś widzimy jest efektem ponad 10 letniej odbudowy…

Krakowskie Sukiennice w miniaturze…

Jedną z miniatur zgromadzonych w Inwałdzie są Krakowskie Sukiennice…stoją na przeciwko Katedry Wawelskiej…
Miałam wrażenie, że stoję w Krakowie na Rynku Głównym… Tak realistycznie odtworzono budynek Sukiennic…
Widać każdy najmniejszy detal…
Odtworzono nawet ryzelity czy maszkarony na szczycie…
Nawet Matkę Boską Częstochowską…Sukiennice jak w oryginale…

Malowidła i nie tylko z Krzeszowskiej Bazyliki…

Sklepienie pokrywa cały cykl fresków…z scenami ze Starego Testamentu…po bokach zaś sceny z życia Cystersów…
Neunhertz jest nie tylko autorem fresków, ale również kilku obrazów znajdujących się w krzeszowskiej bazylice…w tych obrazach widać nauki Willmanna…Trochę przytłacza ilość ozdobień i złoceń…

Ostatnia Królowa…C.W. Gornter…

Kolejną propozycją do międzyblogowego kącika czytelniczego…Jest powieść C. W. Gortner ” Ostatnia Królowa „… Powieść opowiada o losach Joanny zwanej Szaloną…Była ona córką Izabelli Kastylijskiej…Jako młoda dziewczyna została wydana za mąż za jednego z Habsburgów…

Książka opowiada o czasach gdy małżeństwa aranżowano… Joanna miała szesnaście lat…gdy wydano ją za mąż…Trafia na obcy dwór, gdzie panują zupełnie inne zwyczaje…Książka od samego początku wciąga…Jest pełna zwrotów akcji…

Jej mąż jest rządnym władzy człowiekiem…którego interesuje tylko korona…i nic więcej… Takie to były czasy, że dziewcząt nie pytano się o zdanie…tylko aranżowano małżeństwa…Dziewczynki były zaręczane juź w kołyskach…Tak było z Joanną, zaręczono ją jak była maleńką dziewczynką…W pewien sposób kochała swojego męża…Jednak gdy ją zdradził odeszła od niego…On za to odejście zemścił się w sposób najbardziej doktliwy…odbierając dzieci… Joanna znienawidziła męża… Nigdy mu nie wybaczyła zdrady, a także odebrania dzieci…Czytając książkę sama znienawidziłam tego człowieka…To potwór nie ojciec…