Orawski strój ludowy.

Zwiedzając orawski zamek. 
Trafiliśmy na wystawę przedstawiającą Orawskie stroje ludowe.

Bardzo  przypominają nasze góralskie. Na dole wystawione były góralskie buty. Jak je zobaczyłam powiedziałam do męża przecież to zakopiańskie kierpce, a przynajmniej bardzo do nich podobne. 
Nie tylko ludowe stroje przykuły naszą uwagę, ale również chusty, kołyski czy inne regionalia. Z dużą ciekawością oglądaliśmy ręcznie tkane makaty, małe dywaniki. 
W jednej z gablot wisiała maleńka dziewczęca sukieneczka, a tuż za nią coś w rodzaju kołyski. Obleczona była białym płótnem. 
Stroje te miały wyszyty bardzo ciekawy wzór. Były na nim esy floresy oraz niewielkie kwiaty. Na jednym z manekinów oprócz odświętnego stroju, na czymś co przypominało głowę znajdował się niewieści czepek. Takie czepki zakładały zamężne mieszkanki ówczesnej orawskiej wsi. cdn…

Skansen w Nowym Sączu.

Nowosądecki skansen odwiedzam już kolejny raz.
Za każdym razem odkrywam go na nowo.

https://www.youtube.com/embed/RaLVdrsJla0?feature=player_embedded

Nowosądecki skansen zaczął powstawać w 1969 roku. Zgromadzono w nim budynki z terenu Sądecczyzny. Na tym terenie zamieszkiwali: Pogórzanie, Łemkowie czy ludzie z okolic Lachów Sądeckich. 
Na terenie ponad 20 ha, stoją chaty Pogórzan, Łemków, Lachów Sądeckich, Cyganów Karpackich, a nawet kolonistów Józefińskich. Zaglądaliśmy  przez szyby do wnętrza chat. W skansenie stoi również szkoła. Naszą uwagę przykuła chata ówczesnego posła na sejm. 
Spacerując po skansenie wdychaliśmy świeże powietrze, słuchaliśmy świergotu ptaków. Słoneczko przyjemnie świeciło. W sektorze kolonistów józefińskich była wystawa poświęcona mieszkańcom tych terenów, ale również wystawa poświęcona żydowskim mieszkańcom Sądecczyzny.  cdn…

Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu.

Kolejny raz odwiedzam nowosądecki skansen. 
Tym razem jest to Miasteczko Galicyjskie. 
Różni się ono od tego w Sanoku,wielkością.
Jest mniejsze od tamtego.
W centralnym miejscu miasteczka stoi ratusz.Stoją tu kamieniczki m.in: snycerza, krawca czy zegarmistrza. Jest tu nawet zakład fryzjerski.

Zaglądnęliśmy nawet do apteki.

Stoi tu nawet sklep towarów mieszanych.

Wokół miasteczka galicyjskiego kręcili się ludzie. Zaglądali do fryzjera czy apteki, a nawet do zajrzeli do krawca. 

Galeria portretów w Orawskim Zamku.

Orawski Zamek góruje nad płynącą w dole rzeką. Zwiedzając go trafiliśmy do galerii portretów. 
Wisiały tam portrety Korwina, a także rodu Turzon czy nawet Zamoyskiego. 
Na zamku urzędował również ród Eshtebazych. Obrazy wiszą na pięknie rzeźbionej boazerii. Przez co w pomieszczeniu jest bardzo ciemno mimo, że są okna. 

Świecąca na suficie lampa dawała żółtą poświatę. Wnętrzom orawskiego zamku poświęcę jeszcze kilka postów. 

Kościół w Jurowcach.

Wracam wspomnieniami do podróży po Bieszczadach. Na trasie do Sanoka, jest wieś Jurowce.
 
 
 
 
Stoi tutaj dawna cerkiew, dziś kościół katolicki. 
 
 
 
Wypatrzyliśmy całkiem przypadkowo. Jak wiecie uwielbiam architekturę drewnianą, a w szczególności maleńkie kościółki. Teraz zachwycam się również drewnianymi cerkwiami. Ta takie sakralne perełki. 
 
 
 
 
Choć był zamknięty, warto było się tutaj wybrać.
 
 
 
 
 
Wieś Jurowce położona jest ok. 8 km od Sanoka. Już z daleka widać błyszczące hełmy dawnej cerkwi. Pochodzi ona z końca XIX wieku. Niegdyś nosiła wezwanie Św. Jerzego, po przejęciu przez katolików, przemianowano ją na kościół p.w. ŚŚ Piotra i Pawła. 
 
 
 

 

 
Zbudowano ją w stylu bizantyjskim. W 1924 dobudowano kaplicę, a zaraz po II wojnie światowej przejęli ją katolicy. 

Róża-królowa kwiatów.

Róża to piękny kwiat. To czas ich kwitnienia.

W moim małym ogrodzie mam ich kilka . Prężą swoje łebki w stronę słońca.
„… Kobieta jest jak róża: na to ma kolce, by je owijać płatkami…” Julian Tuwim.

„… Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy…” Juliusz Słowacki.

W moim małym ogrodzie, te piękne kwiaty przyciągają różne owady; trzmiele, osy czy pszczoły. Róża jest krzewem rozpowszechnionym na całym świecie. Jest ich ok. 200 gatunków m.in: róża alpejska, a także róża eliptyczna. Róża jest nie tylko krzewem ozdobnym, ale również używana jest w przemyśle kosmetycznym, a płatki wykorzystuje się w przemyśle spożywczym. Jest znana także w zielarstwie, jako środek leczniczy.

Zamek Pszczyński.

Zamek w Pszczynie przyciąga uwagę. To tutaj miał swoją siedzibę ród Hochbergów.

 Jej początki sięgają XIV wieku. Z biegiem lat zmieniała swój kształt oraz właścicieli. Ostatnimi byli Hochbergowie. Kupli oni pszczyński zamek od rodziny Promnic. To Promnicowie zaczęli przebudowę zamku a dokończył ją książę Anhalt-Kothen.  Gdy książę Anhalt przejmował Pszczynę była ona Wolnym Państwem Stanowym. Cały majątek był objęty majoratem, co oznaczało, że przechodził z ojca na najstarszego syna. Na zamku gościł m.in: Georg Philipp Teleman.

Hochbergowie przejęli ziemie pszczyńskie po śmierci ostatniego z rodu Anhalt-Kothen. Władali oni Pszczyną do końca II wojny światowej. To im zamek zawdzięcza swój największy rozkwit. To ich herb jest nad drzwiami wejściowymi do zamku. Za czasów rodu Hochberg na zamku częstym gościem był cesarz Wilhelm II.

Detale zdobiące wejście i te nad oknami zasługują na osobny post. 

Podbiel magiczna wieś.

Wracając z Orawskiego Zamku zatrzymaliśmy się w niewielkim miasteczku o nazwie Podbiel. Miasteczko to słynęło z pięknych drewnianych domów.
Wyglądały jakby zostały przeniesione ze skansenu. 
O tym, że żyli tam ludzie świadczyły stojące obok furtek kubły na śmieci oraz linie energetyczne. Miasteczko otaczały góry.
Te domy są typowe dla tej części Słowacji. Podbiel to raczej wieś niż małe miasteczko. Urzekły nas te domy. Chaty zamieszkiwały dwie rodziny, mające wspólną kuchnię a osobne izby sypialne. Dziś te piękne domy stoją większości puste. 
Ta część wsi Podbiel została uznana za rezerwat architektury drewnianej, nazywana jest Bobrovą ral’ą. Składa się ona z 18 domów połączonych podwórzami. 
W domach w których wiszą firanki, turyści mogą znaleźć nocleg. Przed jednym z takich domów zauważyłam rzeźbę niedźwiedzia trzymającego ul. 

Miasteczko Galicyjskie – skansen sanocki.

To już kolejna moja bytność w tym skansenie. Zatrzymaliśmy się w Sanoku, by zobaczyć skansen . 
Było tu cicho i spokojnie, bardzo nam to odpowiadało. Mogliśmy spokojnie spacerować po miasteczku, przyglądać się stojącym tu chatom. W jednej z nich zorganizowano wystawę poświęconą historii miasteczka galicyjskiego.
Zbliżał się zmierzch. Mrok dodawał uroku całemu miasteczku. 
Gdy przyjechaliśmy do Sanoka było całkiem jasno. Choć dochodziła godzina 19.00, to wydawało się, że to jest środek dnia, a nie jego koniec. Zatrzymaliśmy się na dobrze nam znanym szutrowym parkingu.
Pewnie jeszcze nie raz będę wracać do tego skansenu. To miejsce jest wyjątkowe. 

Sandor Marai- Znieważeni.

Sięgnęłam po tego autora po rekomendacji Gosi z bloga Moje Podróże. Pierwszy raz stykam się z książkami Marai’a. Co do książki mam mieszane uczucia. Przyznam szczerze jest ciężka. Bohaterem jest ” Głos „. Opowiada historię w sile wieku, zamieszkałego na przedmieściach Paryża.
„…Obok mnie przeszła dziewczyna, przeszła bardzo blisko, jej perfumy miały w sobie coś z utworu ulicznego kataryniarza opartego na motywie podkradzionym Bachowi czy Debussy’emu….”  

Nie polubiłam tego autora, może z czasem bardziej przypadnie mi do gustu. Proponuję tę opowieść do między czytelniczego kącika. Akcja książki toczy się na przedmieściach Paryża. 

Jest tu opisana historia pewnego francuskiego rodu. Główny bohater przenosi się w lata 30-te XX wieku do ówczesnego Paryża. Autor subtelnie daje znać o końcu pewnej epoki.