Ogrody pałacu w Kozłówce.

Przy pałacu w Kozłowce znajdują się piękne ogrody. Podczas odwiedzin na Lubelszczyźnie mogliśmy podziwiać je w całej okazałości, Są wizytówką tego unikatowego miejsca.

Ponieważ był to koniec maja, kwitły majowe kwiaty, a trawniki wokół nich zostały równiutko przystrzyżone. nawet tuje zostały elegancko przystrzyżone. Byliśmy tymi ogrodami oczarowani. 
Kozłowiecki park jest w dwóch stylach: angielskim i francuskim. Zaczął być tworzony gdy właścicielem tego majątku ziemskiego został Konstanty Zamoyski. Moją uwagę zwróciła unikatowa fontanna. 
Zaciekawiło nas co na terenie parku robił krzyż, okazało się jest tam grób ostatniego właściciela Kozłówki. Nie chciano budować kaplicy grobowej, bo obawiano się, że może zostać splądrowana. Na postumentach na których stoją donice z kwiatami wyryto imiona zmarłych. 
Niedaleko ogrodu francuskiego umiejscowiono ptaszarnię. Za siatką chodziły bażanty oraz inne ptaki. Zauważyliśmy także kilka pawi, jednak przy próbie zrobienia zdjęcia uciekały. Nam zaś zrobiło się żal tych bażantów.
Tak smutno wyglądały za tą siatką.

Reklamy

Święto Chleba w Staszowie.

Postanowiliśmy pojechać do Staszowa na 
odbywające się tam Święto Chleba.
Na rozpoczęcie zagrała orkiestra. 

Po raz pierwszy uczestniczyliśmy w tak z organizowanym Święcie Chleba, zwanym inaczej Dożynkami. Mogliśmy podziwiać pięknie wykonane wieńce dożynkowe. Zorganizowano różne atrakcje np. Konkurs na Najpiękniejszy Wieniec Dożynkowy. Gościem wieczoru był Marcin Daniec. 
Jororzy mieli ciężki „orzech ” do zgryzienia wszystkie wieńce były bardzo piękne. Ja osobiście miałabym ciężko wybrać, który jest najpiękniejszy. Nam podobał się ten przypominający ” koguta „, a może to była słomiana kura. 
Dożynki bardzo często nazywane są Świętem Plonów. A takim możemy nazywać także winogrona.Także w jednym z wiency zobaczyliśmy winogrona leżące tuż obok chleba. Chlebusiów było tutaj mnóstwo jakie kto chciał. 
Na dożynkowych wieńcach były różnorakie zboża, ale również piękne polne kwiaty. Niektóre przystrojono w same gałązki bukszpanu, inne zaś kwiatami słonecznika. 
O znajdującym się tam chlebie poświęcę osobny post, tak samo będzie z wioską dymarską, którą urządzono na tym święcie. Marcin Daniec będzie jako ostatni. cdn…

Cerkiew w Żłobku.

Podróżując po pięknych bieszczadzkich połoninach zawitaliśmy do niewielkiej wsi Żłobek.

Ta piękna świątynia jak można się było spodziewać, miała drzwi zamknięte na głucho. Wszelkie próby skontaktowania się z osobą, która opiekowała się budowlą spełzły na niczym.  Cerkiew ta pochodzi z I poł. XIX wieku. To świątynia orientowana. Dziś użytkowana przez katolików i nosi wezwanie Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Wcześniej była p.w. Narodzenia N.M.P. 
Ta unikatowa świątynia ma dach kryty gontem. Jest podzielona jakby na dwie części.  

Pałac w Olszanicy.

Podróżując po Bieszczadach zawitaliśmy do
przepięknej miejscowości o nazwie Olszanica.
Ta budowla od razu wzbudziła nasz zachwyt. Stanęliśmy na niewielkim parkingu by móc zajrzeć do środka.

Pierwszym właścicielem Olszanicy był ród Kmitów. To oni postawili tu swój dwór obronny. Pałac i ziemie zmieniały właścicieli. Obecna budowla pochodzi z początku XX wieku. Na jednej ze ścian zauważyłam szlachecki herb. Do kogo należał nie wiadomo. Czy byli to Kmitowie, Mniszkowie, a może Jordanowie. 
W pałacu obecnie mieści się hotel. Swój obecny wygląd zawdzięcza ostatnim właścicielom, którzy przebudowali go w eklektyczny pałacyk . Czyniąc  z niego swoją rodową siedzibę. 

Tą malowniczą budowlę otacza ogromny park. Rosną tu drzewa posadzone jeszcze przez Jordanów. 

Kuźnia z Zubrzycy.

Spacerując po tym skansenie zawitaliśmy przed kuźnię,
w każdej ówczesnej wsi był kowal.
Kowal był tak naprawdę od wszystkiego, od podkuwania koni, a nawet wyrywał zęby jak było potrzeba. Przecież biedni mieszkańcy nie mieli dostępu do lekarza. Dziś nie wyobrażamy sobie, tego, że nie ma lekarza. Wtedy za lekarza służył kowal. Kowal nastawiał nawet złamane nogi.
W kowalskim zakładzie znajdowały się miecha, kowadła, dłuta i inne potrzebne rzeczy. Zawsze interesowało nas jak pracowali ówcześni kowale. Tak naprawdę od tamtych czasów niewiele się w ich pracy zmieniło. 
Skansenowa kuźnia wyglądała tak jakby za chwilę miał wrócić gospodarz tego miejsca. Narzędzia były nie poukładane tylko zostawione tak aby za chwilkę można było ich użyć. 
Na środku na pieńku stało kowalskie imadło. 

Zagroda Manioków z Zubrzycy Górnej.

Będąc w zubrzyckim skansenie zwróciliśmy uwagę,
na pewną zagrodę należała do bogatego chłopa.
Zagroda składała się z trzech części: Domostwa, stajni oraz obory. Zagroda jako pierwsza znalazła się na terenie skansenu. Przekazała ją tworzącemu się skansenowi ówczesna właścicielka, która jeszcze przez kilka lat mieszkała tam. 
Domostwo Manioków było podzielone na dwie części. Jedna była starsza od drugiej. Ta druga część była już na bogato urządzona. Meble, które tam się znajdowały stanowiły o bogactwie gospodarza.
W tej części widać było, że dom należy do kogoś bogatego. 

Jarmark na krakowskim rynku.

W ubiegłą sobotę wybraliśmy się do Krakowa,
jak wiecie uwielbiamy to miasto.

 Cel wyprawy to Krakowski Kazimierz,
jednak na krótką chwilę zatrzymaliśmy się na krakowskim Starym Rynku.
To na nim odbywał się Jarmark z okazji Święta Matki Boskiej Zielnej.

Wiele kramów i stolików gdzie ludzie siedzieli i pili piwko. Naszą uwagę przykuł kram chlebem, stały na nim różnej wielkości chleby. 
Całkiem sporo ludzi kręciło się wokół tych stoisk, każdy oglądał zaciekawiony mnogością wystawionych rzeczy.
Na jednym ze stoisk wystawiono wszystko z porcelany: od filiżanek po masywne wkłady do pieczenie drożdżowych bab, były tu nawet wkładki na jajko. 
Był tu nawet kram ze słodyczami: różne pierniki, precle czy inne słodkości. 
Te kramy stanowiły swoistą kwintesencję festynów. 

Instrumenty muzyczne na zamku w Starej Lubowni.

Zwiedzając zamek w Starej Lubowni,
natknęliśmy się na wystawę instrumentów muzycznych.
Na tej wystawie było wiele różnych instrumentów muzycznych od takich najbardziej znanych np. skrzypce, altówka czy kontrabas po mniej znane np: rogi …
Z tych mniej znanych to klawesyn czy mandolina. Z ogromną ciekawością oglądaliśmy te unikatowe instrumenty muzyczne.

Niektóre z nich stały za szkłem inne zaś leżały swobodnie. Nam najbardziej spodobały się miniaturowe cymbały leżące na stoliku. W rogu stały afrykańskie bębny.

Przed fortepianem na stoliku leżały skrzypce, a może to była altówka. To była bardzo pouczająca wystawa, tylu przedmiotów związanych z muzyką zgromadzonych w jednym miejscu to ja jeszcze nie widziałam.

Konkurs na najsmaczniejszą potrawę z pstrąga.

W Złotym Potoku już po raz 19 odbywa się,
konkurs na najsmaczniejszą potrawę z pstrąga.
Na degustacyjnym stole stało 17 różnych potraw z pstrąga. Wyglądały tak apetycznie, że miało się ochotę skosztować każdej z nich. Każdy półmisek nosił numer.
Na tym stole stał np. Pstrąg w galarecie, Pstrąg w migdałach, Pstrąg w sezamie czy Pstrąg Sote. Nazwy potraw z tej pysznej ryby odczytywała organizatorka tego konkursu. Od początku, od końca czy od środka by zmylić uczestników konkursu. 
  
Nagrodą dla zwycięzcy był weekend dla 2 osób w Hotelu Kmicic. Fundatorem tej nagrody była właścicielka tegoż hotelu. Była też nagroda pocieszenia. Gdy ogłaszano wyniki okazało się, że zwycięzców jest dwóch. Dwie osoby odgadły największą ilość nazw potraw z pstrąga. 
Bardzo apetycznie wyglądały te potrawy.

Chata Wincentego Myjaka.

Chata ta znajduje się obecnie w nowosądeckim skansenie. 
Należała do Wincentego Myjaka. Darmowy hosting iv.pl Darmowy hosting iv.pl W skansenie chata stoi na przeciwko szkoły. Wincenty Myjak był nie tylko posłem na Sejm Krajowy, który obradował we Lwowie, ale również był parlamentarzystą na Sejm Wiedeński. Darmowy hosting iv.pl Darmowy hosting iv.pl Darmowy hosting iv.pl Chata składa się z przelotowej sieni, małej izdebki, dużej izby, kuchni i poselskiego gabinetu. Wincenty w Sejmie nie był zbyt aktywny. Za to bardzo często pomagał swoim rodakom w załatwianiu różnych spraw. Zwłaszcza w czasie wojny światowej. Darmowy hosting iv.pl Darmowy hosting iv.pl Z dużym zaciekawieniem oglądaliśmy tą chatę, bardzo się różni od dzisiejszych poselskich domostw. W chacie posła Wincentego Myjaka, spotkamy kuchnię z glinianym piecem. A gabinet był tak naprawdę malutką izdebką, a nie ogromnym pomieszczeniem. Gdy W. Myjak nabywał chatę była kryta słomą. To on dokonał przebudowy tej chaty zamiast słomy jest dachówka. Dobudowano również niewielki ganek.