Wioska dymarska na Święcie Chleba w Staszowie.

Wioska dymarska cieszyła się dużym zainteresowaniem na staszowskim święcie chleba. To dla nas była duża ciekawostka, jak w starożytności wytapiano metal z rud żelaza i jak żyli ówcześni ludzie. 

Z wytopionej rudy wyrabiano różne toporki, ostrza do dzid, czy metalowe garnki. Z takiej wytopionej rudy robiono także rycerskie tarcze. Nam najbardziej spodobały się właśnie te toporki. 

 Jednak nie wiem czy umiałabym chodzić w zgrzebnym stroju. Można powiedzieć ówczesne kobiety chodziły w sukmanach i na bosaka. Dopiero tutaj widać było jak ciężkie życie prowadzili. 

Musieli żyć jak koczownicy. Nie wyobrażałabym sobie życia bez wody, kuchenki gazowej, telefonu czy innego udogodnienia cywilizacyjnego. A my szliśmy za zapachem jaki wydobywał się kociołka, był to nasz polski rosół, od tego zapachu sami zgłodnieliśmy.

Spano w szałasach. Na przez siebie utkanych kocach, a zimą na zwierzęcych skórach. Przyglądaliśmy się jak budowano dymarkę do wytopu rudy żelaza. Trzeba było mieć niezłą krzepę by ruszyć dymarski miech. Ludzie ci mieli ciekawe obuwie, podobne było do góralskich kierpcy.

Miękinia-koncert akordeonowy.

Zakończenie lata postanowiliśmy uczcić w Miękini. Pięknym koncertem akordeonowym, grała dwójka młodych ludzi. Był to brat i siostra. 
 
Tak pięknie grali, że staliśmy zasłuchani w ich grę. Po prostu nas zamurowało. Tango, które zagrali na swoich instrumentach wbiło nas w ziemię. To było coś cudownego. Ten akordeonowy koncert był kwintesencją wieczoru.
Zapraszam do posłuchania kilku fragmentów tego cudownego koncertu. Mam nadzieję, że wam się spodoba ta muzyka.

Rodzeństwo to laureaci wieli muzycznych nagród m.in. Nagrody przyznawanej przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zdobyli wiele nagród w kraju i zagranicą.
Mateusz oraz jego siostra skończyli szkołę muzyczną I i II stopnia w klasie akordeonu. Są wirtuozami tego trudnego do nauki instrumentu. Oboje pochodzą z Miękini.  Te filmiki to tylko maleńki fragment całego prawie godzinnego koncertu.  Warto było się tam wybrać. 
Mateusz Dudek jest tegorocznym absolwentem Akademii Muzycznej w Krakowie. Co pokazuje, że ma ogromny talent muzyczny, bo gra na bardzo trudnym instrumencie muzycznym jakim jest akordeon. Mateusz i jego siostra grają na akordeonie guzikowym. Jest on bardzo trudny do nauki. Byliśmy ogromnie oczarowani ich grą. Po raz pierwszy byliśmy na koncercie akordeonowym w plenerze.

Przyszła jesień.

Jesień to taka pora gdzie więcej pada deszczu niż jest słońca.Liście się już żółcą,czerwienią i brązowieją.
Pełno w lasach grzybów. Spacerując leśnymi dróżkami natykamy się na grzyby, które lądują w naszych koszyczkach. A tu rośnie maślak, a tam podgrzybek, a gdzie indziej muchomor.

Pod domem jarzębina
Ku ziemi się ugina
Widzisz coraz to śmielej
Jesień sobie poczyna. 

         Jerzy Liebert.

Jesienne lasy poczerwienione
Goreją w cudnym słońca zachodzie
Witam was, brzozy, graby złocone
i fantastyczne ruiny w wodzie.

     Tadeusz Miciński.

Zapraszam na jesienny spacer. Wśród szumiących drzew i szemrzącej cicho wody. Gdzieniegdzie przebiega wiewiórka zbierając zapasy na zimę.

Michał Willmann w Krzeszowie.

W krzeszowskim sanktuarium wiszą obrazy tego malarza, który jest nazywany śląskim Michałem Aniołem. 
Jeden z tych obrazów jest w kaplicy Św. Mikołaja.  Drugi zdobi ołtarz przed kaplicą Św. Sakramentu. 
Zastanawialiśmy się dlaczego nazywany jest śląskim Michałem Aniołem. Odpowiedź była całkiem prosta malował tak jak tamten. Kościół św. Józefa pokryty jest malowidłami jego autorstwa. 

Ołtarz główny z krzeszowskiego sanktuarium.

Spędzaliśmy krótki wrześniowy urlop na Dolnym Śląsku. Postanowiliśmy pojechać do Krzeszowa. To tam znajduje się sanktuarium poświęcone Matce Boskiej Krzeszowskiej. Jej wizerunek jest starszy od częstochowskiego o jakieś 100 lat. Właściwie to post jest poświęcony ołtarzowi w którym umieszczono wizerunek Matki Boskiej.

Cały ołtarz ma około 24 metrów wysokości jego centralnym punktem jest obraz przedstawiający wniebowzięcie N.M.P. jest to dzieło Piotra Brandla. Ołtarz jest kwintesencją baroku, pełno tu złoceń zdobień i wszelkiego rodzaju aniołów. 
To już kolejna moja bytność w tym unikatowym miejscu. Z każdą wizytą Krzeszów pięknieje. Być może odkrywamy jego piękno na nowo. Na tle wielkiego ołtarza ikona Matki Boskiej wydaje się bardzo malutka.

Autor obrazu w krzeszowskiej świątyni nazywany jest czeskim Rubensem.Niektóre z jego obrazów wiszą w polskich kościołach np. na Skałce, a także w Krzeszowie. 

Drewniane cudo w Gosprzydowej.

W czasie wycieczki do Starej Lubowni zboczyliśmy trochę z trasy, by zobaczyć przepiękny drewniany kościółek. Stoi on na skraju wsi Gosprzydowa. 

  Zatrzymaliśmy się na małym parkingu i podeszliśmy do kościółka, myśląc, że „pocałujemy” przysłowiową klamkę. Jakież było nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy otwarte drzwi. 
Staliśmy jak zaczarowani oglądając to unikatowe wnętrze. Na ścianach cudne malowidła. Wnętrze nie było przytłoczone barokowymi ozdobami. Można powiedzieć bardzo skromne. 
Kościółek otoczony jest małym drewnianym płotkiem zakończonym niewielką furtką. Świątynia jest kryta gontem, to kościół konstrukcji zrębowej z otaczającymi ją podcieniami.   

Zamek w Starej Lubowni.

Nad tym pięknym miasteczkiem górują przepiękne zamkowe ruiny. Zamek zaczął być budowany w XIII wieku lub na początku wieku XIV. Był grodem przygranicznym broniącym granicy północnej. Strzegł nie tylko granicy, ale również żołnierze w nim mieszkający bronili szlaku kupieckiego, biegnącego doliną Popradu do ówczesnej Polski.

Odwiedzając skansen postanowiliśmy zobaczyć również tamtejszy zamek. Coś nas ciągnęło w jego stronę. Może to dlatego, że uwielbiamy zwiedzać takie warownie, a może dlatego, że rządzili w nich polscy możnowładcy i mieszkali królowie.

W jednej chwili niebo zrobiło się bardzo zachmurzone i zaczęło coraz mocniej padać. Choć pogoda na ten dzień miała być ładna. Kilka razy zamek zmieniał swój wygląd. W ręce polskich królów trafił jako zastaw.

Z jego baszt rozciągają się przepiękne panoramy pobliskich gór. Zauważyliśmy w wyższych partiach gór leżący jeszcze śnieg, choć był to czerwiec.

 

Byliśmy tym zamkiem zauroczeni. Tym jak dobrze jest zachowany, a także tym jak pieczołowicie odwzorowany jest każdy szczegół, każdy detal czy mebel z wyposażenia. 

Remigiusz Rączka w Złotym Potoku.

Będąc na Święcie Pstrąga w Złotym Potoku. Gościem wieczoru tego święta był znakomity śląski kucharz Remigiusz Rączka. Mieliśmy okazję zobaczyć go na żywo. Przyrządzał ” rybny ” bigos. 
Do  Złotego Potoku Remigiusz Rączka przyjechał z młodszym synem. To on mu pomagał we wszelkich przygotowaniach. Podał również przepis na ten bigos ” rybny „. Przyrządza się go podobnie jak normalny bigos, tylko, że zamiast mięsa jest ryba. Ten ” rybny ” bigos ma ciekawy smak. Jeszcze nie przyrządzałam go w domu, ale muszę wypróbować przepis Remigiusza Rączki. 




Bigos ten robi się z dwóch rodzajów kapusty czyli włoskiej i kapusty kiszonej. Dwóch rodzajów ryby: Dorsza i Pstrąga, tą drugą można zastąpić innym rodzajem ryby. 




Przyglądając się temu co robi Remigiusz Rączka, zauważyliśmy, że nie używa on wszelkiego rodzaju weget tylko sól i pieprz. A za panierkę do ryb posłużyła mu mąka z odrobiną papryki, pieprzu oraz soli. 
Mnóstwo ludzi czekało na przyrządzoną przez niego potrawę. Przyznam szczerze takiego ” bigosu ” to my jeszcze nie jedliśmy. 

Stare samochody na święcie w Złotym Potoku.

Przyglądając się Świętu Pstrąga w Złotym Potoku, zauważyliśmy niewielką kawalkadę. Kierowała się właśnie na to Święto. Była to kawalkada starych samochodów.

Wszystkie te samochody były piękne, nam najbardziej spodobał się polski poczciwy Duży Fiat. Te samochody stały wśród tych bardziej nowoczesnych. Dużą uwagę zwrócił monstrack.

Ten monstrack swoją przednią szybę miał na wysokości dachu innych samochodów.  Inne auta przy nim wyglądały prawie jak ” liliputy „. Ludzie na jego tle robili sobie zdjęcia.

To była duża gratka dla miłośników czterech kółek zobaczyć takie motoryzacyjne cudeńka np. stare Volvo czy starego Mercedesa nawet Ford cieszył się dużym zainteresowaniem, jednak największym zainteresowaniem cieszył się ten monstrack. 

Dożynkowy Chleb ze Staszowa.

Ten post poświęcony jest dożynkowemu chlebusiowi.
Chlebuś w kształcie koła.
To było coś wspaniałego zobaczyć te dożynkowe chlebusie.

 Z napisem na środku 
” Święto Chleba „.
Tak smakowicie wyglądał, że miałam wielką ochotę go spróbować, przed tym spróbowaniem powstrzymał mnie mąż. Jak ten chleb będzie wyglądać z wygryzioną dziurą. Bo jak tu nie spróbować tak pięknie wyglądającego chlebka.  O chlebusiach na straganach będzie kolejny post.