Chata Wincentego Myjaka.

Chata ta znajduje się obecnie w nowosądeckim skansenie. 
Należała do Wincentego Myjaka. Darmowy hosting iv.pl Darmowy hosting iv.pl W skansenie chata stoi na przeciwko szkoły. Wincenty Myjak był nie tylko posłem na Sejm Krajowy, który obradował we Lwowie, ale również był parlamentarzystą na Sejm Wiedeński. Darmowy hosting iv.pl Darmowy hosting iv.pl Darmowy hosting iv.pl Chata składa się z przelotowej sieni, małej izdebki, dużej izby, kuchni i poselskiego gabinetu. Wincenty w Sejmie nie był zbyt aktywny. Za to bardzo często pomagał swoim rodakom w załatwianiu różnych spraw. Zwłaszcza w czasie wojny światowej. Darmowy hosting iv.pl Darmowy hosting iv.pl Z dużym zaciekawieniem oglądaliśmy tą chatę, bardzo się różni od dzisiejszych poselskich domostw. W chacie posła Wincentego Myjaka, spotkamy kuchnię z glinianym piecem. A gabinet był tak naprawdę malutką izdebką, a nie ogromnym pomieszczeniem. Gdy W. Myjak nabywał chatę była kryta słomą. To on dokonał przebudowy tej chaty zamiast słomy jest dachówka. Dobudowano również niewielki ganek.
Reklamy

Maziarze wystawa w sądeckim skansenie.

W skansenie była wystawa poświęcona maziarzom.
Maziarze handlowali smarami i mazią.
Ze swoim towarem jeździli po całej ówczesnej Europie. To byli głownie Łemkowie, którzy zamieszkiwali wieś Łosie. To mieszkańcy tej wsi trudni się tym handlem. Na początku była to kołomaź. wytwarzano ją z odpadów sosnowych. 
Były tam eksponaty, które pokazywały w uproszczony sposób wytwarzania tej mazi. Czuć było opary denaturatu. W kociołku umieszczonym nad prowizorycznym palnikiem wyrabiano smary. W XIX i na początku XX wieku wszyscy mieszkańcy wsi Łosie zajmowali się tym handlem. 
Gdy popatrzyliśmy na ówczesną mapę, to zauważyliśmy, że ich drogi sięgały także w głąb Rosji. 
Po II wojnie światowej handel mazią i smarami technicznymi się załamał. Jeszcze co poniektórzy mieszkańcy wsi Łosie się tym zajmowali do lat 60-tych XX wieku. Dziś, że taki zawód kiedyś istniał dowiadujemy się z wystaw w skansenach. 

Skansen w Nowym Sączu.

Nowosądecki skansen odwiedzam już kolejny raz.
Za każdym razem odkrywam go na nowo.

https://www.youtube.com/embed/RaLVdrsJla0?feature=player_embedded

Nowosądecki skansen zaczął powstawać w 1969 roku. Zgromadzono w nim budynki z terenu Sądecczyzny. Na tym terenie zamieszkiwali: Pogórzanie, Łemkowie czy ludzie z okolic Lachów Sądeckich. 
Na terenie ponad 20 ha, stoją chaty Pogórzan, Łemków, Lachów Sądeckich, Cyganów Karpackich, a nawet kolonistów Józefińskich. Zaglądaliśmy  przez szyby do wnętrza chat. W skansenie stoi również szkoła. Naszą uwagę przykuła chata ówczesnego posła na sejm. 
Spacerując po skansenie wdychaliśmy świeże powietrze, słuchaliśmy świergotu ptaków. Słoneczko przyjemnie świeciło. W sektorze kolonistów józefińskich była wystawa poświęcona mieszkańcom tych terenów, ale również wystawa poświęcona żydowskim mieszkańcom Sądecczyzny.  cdn…

Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu.

Kolejny raz odwiedzam nowosądecki skansen. 
Tym razem jest to Miasteczko Galicyjskie. 
Różni się ono od tego w Sanoku,wielkością.
Jest mniejsze od tamtego.
W centralnym miejscu miasteczka stoi ratusz.Stoją tu kamieniczki m.in: snycerza, krawca czy zegarmistrza. Jest tu nawet zakład fryzjerski.

Zaglądnęliśmy nawet do apteki.

Stoi tu nawet sklep towarów mieszanych.

Wokół miasteczka galicyjskiego kręcili się ludzie. Zaglądali do fryzjera czy apteki, a nawet do zajrzeli do krawca. 

Podbiel magiczna wieś.

Wracając z Orawskiego Zamku zatrzymaliśmy się w niewielkim miasteczku o nazwie Podbiel. Miasteczko to słynęło z pięknych drewnianych domów.
Wyglądały jakby zostały przeniesione ze skansenu. 
O tym, że żyli tam ludzie świadczyły stojące obok furtek kubły na śmieci oraz linie energetyczne. Miasteczko otaczały góry.
Te domy są typowe dla tej części Słowacji. Podbiel to raczej wieś niż małe miasteczko. Urzekły nas te domy. Chaty zamieszkiwały dwie rodziny, mające wspólną kuchnię a osobne izby sypialne. Dziś te piękne domy stoją większości puste. 
Ta część wsi Podbiel została uznana za rezerwat architektury drewnianej, nazywana jest Bobrovą ral’ą. Składa się ona z 18 domów połączonych podwórzami. 
W domach w których wiszą firanki, turyści mogą znaleźć nocleg. Przed jednym z takich domów zauważyłam rzeźbę niedźwiedzia trzymającego ul. 

Miasteczko Galicyjskie – skansen sanocki.

To już kolejna moja bytność w tym skansenie. Zatrzymaliśmy się w Sanoku, by zobaczyć skansen . 
Było tu cicho i spokojnie, bardzo nam to odpowiadało. Mogliśmy spokojnie spacerować po miasteczku, przyglądać się stojącym tu chatom. W jednej z nich zorganizowano wystawę poświęconą historii miasteczka galicyjskiego.
Zbliżał się zmierzch. Mrok dodawał uroku całemu miasteczku. 
Gdy przyjechaliśmy do Sanoka było całkiem jasno. Choć dochodziła godzina 19.00, to wydawało się, że to jest środek dnia, a nie jego koniec. Zatrzymaliśmy się na dobrze nam znanym szutrowym parkingu.
Pewnie jeszcze nie raz będę wracać do tego skansenu. To miejsce jest wyjątkowe. 

Skansen w Starej Lubowni…

Jak wiecie uwielbiamy odwiedzać skanseny… Ten jednak bardzo nas urzekł…położony u stóp pobliskiego zamku…
Choć bardzo malutki jest przepiękny…Dzięki niemu możemy poznać życie spiskich chłopów…
Skansen został założony w 1956 roku…Na jego terenie znajduje się 25 budynków, które są konstrukcji zrębowej…zobaczymy tu też m.in: szkołę…Nie przypomina ona w niczym współczesnego molocha…
Chodziliśmy od chaty do chaty podziwiając ich piękne wnętrza… 
Skansen jest w formie małej wioski ze szkołą i cerkwią…

Skansen w Zubrzycy Górnej…

Była ostatnia niedziela kwietnia…Pogoda sprzyjała wycieczkom postanowiliśmy wybrać się do Zubrzycy Górnej, a właściwie do znajdującego się tutaj skansenu…

Orawski skansen powstał w 1955 roku współzałożycielką była Wanda Jostowa…To piękne miejsce jest mało znane turystom, a szkoda…można się dowiedzieć jak żyli chłopi mieszkający na Orawie…Skansen ma powierzchnię 10 ha…
Zatrzymaliśmy się na małym parkingu przed skansenem…Czeka nas wspaniała wyprawa po orawskich wsiach…

Spacerując dróżkami tego skansenu mijaliśmy różne chaty…Jedna z nich przypominała dwór…należał on do rodziny Moniaków…

Na skansenowych łąkach zauważyłam bardzo dużo zawilców…tworzyły białe kobierce…

Uwielbiam muzea poświęcone budowlom drewnianym…Dzięki temu mogę poznać ówczesne życie…Sprzęty jakimi dysponowali ówcześni ” rolnicy „…Tego już dziś nie spotkamy na wsi…

To tutaj znajdują się chaty np. Dwór Moniaków, chata olejarza, tkacza a nawet młyn wodny…Warto przyjechać w takie miejsce…

kościół ze skansenu w Zubrzycy Górnej…

Kościół został przeniesiony do skansenu ze wsi Tokarnia…świątynia, którą miałam okazję oglądać pochodzi z XVIII w…do tego muzeum przybyła w 2007 roku…

Nie dane nam było zobaczyć jaki jest wewnątrz, gdyż był zamknięty…Kościółek był kilkakrotnie przebudowywany…ostatnia przebudowa nastąpiła w II poł.XX wieku…
Uwielbiam skanseny, a przedewszystkim drewniane kościoły…Ten jest kolejny, którym się zachwycam…mimo, że zamknięty budzi mój szczery zachwyt…wzdycham och i ach…
Świątynia, którą miałam okazję podziwiać w Zubrzycy pierwotnie była dworską kaplicą…postawioną z inicjatywy Wawrzyńca Spytko Jordana lub jego żony Anny z Sieniawskich…Składa się on z przedsionka, nawy i zamkniętego przebiterium…Warto odwiedzać skanseny, bo dzięki temu poznajemy budowle, które być może poza nimi by już nie istniały…

Ule ze skansenu w Zubrzycy Górnej…

Zastanawialiśmy się  dokąd pojechać trzeciego maja…nasz wybór padł na Zubrzycę Górną, a konkretnie na znajdujący się w niej skansen…Skanseny to mój taki konik…zawsze interesowało mnie jak żyli ludzie w XIX i na początku XX wieku…

Dziś jedynie możemy oglądać ówczesne chaty w skansenach…Na ich terenie stoją nie tylko chaty, ale również ule…To właśnie im chcę poświęcić dzisiejszy post…

Ule te miały dziwne kształty…w niczym nie przypominały uli jakie znamy dziś…Zrobione były z wydrążonych pni drzew…wloty dla pszczół były małymi dziurkami…W skansenie ule te stały na drewnianych podstawach…Pierwsze moje skojarzenie to mały drewniany domek…Jeden był przysadzisty inne bardziej wysmukłe…otoczne drewnianym płotkiem, w którym nie było ani jednego gwoździa…

Bardzo nas ciekawiły wywiercone otwory do uli…W jednym były trzy, w innym sześć, w jeszcze innym siedem…Nazywane są one ulami kłodowymi, a cała pasieka stojakową…